Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
About Varied / Student Member Asia16/Female/Poland Recent Activity
Deviant for 1 Year
Needs Premium Membership
Statistics 740 Deviations 6,903 Comments 10,407 Pageviews

Newest Deviations

Favourites

Taaakie.. opowiadanie napisane z pomocą mojej kochanej Dark bez której.. poległabym na starcie.. albo w ogóle bym nie napisała. Arigato Dark-Sensei! :D

Przepraszam z góry za błędy, jeśli takowe się znajdą...

Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.
Andre Malraux


ISKRA

     Ciemna, gryząca chmura ciężkiego smogu dokładnie przykrywała miasto grubą pierzyną. Szczęk zapadek i kół maszyn dobiegających z licznych fabryk budził niepoprawnie leniwe w porównaniu do robotników słońce do powstania i uczynienia zaduchu jeszcze dokuczliwszym dla ludzi. Teraz nie byli już tacy ważni. Ważniejsze były maszyny...

Ruch uliczny był znikomy – ci, którzy byli podstawą społeczeństwa już dawno byli na stanowiskach pracy, a stojący na szczycie piramidy chrapali smacznie w łóżkach…

    W jednej z fabryk wchodzących w skład Zakładów Przemysłowych Korporacji N. J. Cugnot Locomobilé specjalizującej się w produkcji jakże potrzebnych światu silników parowych pracował pewien palacz - dość wysoki i straszliwie chudy, budową ciała przypominający kij od szczotki, w dodatku rudy, niedowidzący, z dwukolorowymi oczyma – jedno błękitne niczym bezchmurne niebo, drugie – dziwne, o kolorze miodu, połyskujące złotem.

Na imię miał Theodor. Dla przyjaciół Theo… ale zaraz, on nie miał przyjaciół, gdyż przyjaciele wymagają czasu, który nasz bohater wolał przeznaczyć na coś zupełnie innego… Poza tym… trudno znaleźć przyjaciela kiedy całe dnie spędza się w domu i nie zaprasza się tam nikogo.

Na co potrzebny mu był ten czas? Otóż, na strychu kamienicy miał swoją tajemnicę… nadmienić trzeba, że była to tajemnica niezwykła, wcale nie mała, niegroźna tajemnicza, na jakie mogą sobie pozwolić przeciętni robotnicy…

Jednym słowem życie robotnika nie jest łatwe. Pracy ponad siły, a jak jeszcze nie ma się fizycznych predyspozycji i nocami majstruje się na stryszku… cóż, Theodor miał życie BARDZO trudne. Co w sporej mierze miało odbicie w jego chuderlawej osobie, zapadłej twarzy, zmęczonym spojrzeniu i biednym odzieniu.

    Tego dnia, jak każdego innego - dzielnie wykonywał swą robotę. Z komarzymi muskułami i niską wydajnością ciężko zachować na dłużej niż pół miesiąca posadę palacza, lecz naszemu Theo bardzo zależało na utrzymaniu swojego kościstego tyłka przy życiu. A do utrzymania go, potrzebne są podstawowe produkty - żywność, trochę mydła, wody, węgla i od czasu do czasu (częściej niż by chciał) lekarstwa.

    Późnym popołudniem, jak co dzień, nasz bohater wracał z fabryki, cały umorusany sadzą i spocony, tak samo jak reszta jego współpracowników. Ulice w tych godzinach były tłoczne, wszyscy robotnicy kończyli pracę o tej samej godzinie, masa ubogich, śmierdzących kwaśnym potem ciał ociężałym krokiem dreptała do zaniedbanych, walących się kamieniczek...

Theo przeszedł przez zwijące się już targowisko, przemierzył plac zdobny w wielką, zardzewiałą, blaszaną fontannę w kształcie nakręcanych koni i znalazł się na podwórku swojej kamienicy, równie umorusanej sadzą co wszystkie inne. Nawet nie spoglądając na bawiące się przy schodkach dzieci, zamyślony, wszedł na i ciemną i obskurną klatkę schodową, wspiął się po schodach na najwyższe piętro po czym stanął przed drzwiami swojego mieszkania. Przez chwilę niemrawo szukał kluczy po kieszeniach a kiedy w końcu je wydobył, z wielkim trudem umieścił je w mosiężnym zamku i wszedł do środka z nieukrywaną ulgą.

Wreszcie był sam. Po całym dniu ciężkiej pracy najchętniej nie myślałby nawet o zmyciu z siebie sadzy, położyłby się na niewygodnym łóżku i zasnął kamiennym snem wykorzystując te krótkie godziny wypoczynku... to była jednak tylko potrzeba ciała. Nad ciałem panował niezwykle hardy umysł. Mógł przezwyciężyć jego słabości. Umysł chciał... spełniać swoje marzenia.

    Jego mieszkanko nie należało do tych przestronnych… było bardzo małe. Za małe nawet jak na jego kościstą osobę, z trudem przeciskał się między tymi najbardziej podstawowymi meblami. Owa klitka składała z trzech ciasnych, zagraconych pomieszczeń – kuchni, sypialni i łazienki. Dawno tu nikt nie sprzątał. Każdy krok wzbudzał tumany kurzu, pod którym ciężko było dopatrzyć się podłogi ze starych, wytartych desek, o których istnieniu przypominało tylko żałosne skrzypienie. Co tu dużo mówić, według Theodora sprzątanie było tylko stratą czasu (z czym zapewne zgodziłaby się część z nas) i w myśl stwierdzenia ''Po co wycierać i tak się zaraz nakurzy'' pozawalał wszelkim pyłom otulać wszystko milusią, szarą pierzynką.  W sumie warstwa brudu wyglądała nawet uroczo, skąpana w promieniach zachodzącego słońca leniwie wślizgujących się przez czystsze części szyb, podobnych do słupów światła docierających na leśną ściółkę między gęstymi koronami drzew.

Od razu na progu powitał go jedyny towarzysz jego życia – puszysty i czarny jak węgiel, o lśniących, jadowito zielonych oczach. Z cichym miauknięciem i wysoko podniesionym, giętkim ogonem, podszedł do Theo i zaczął z miłością ocierać się jego nogi.

- Witaj, smoluchu – palacz podniósł go gdy tylko zaryglował z powrotem drzwi, podrapał czule za uchem i ucałował koci nos. Gax, po tak kocisko się wabiło, chodź w porównaniu do większości kotów wyglądał mizernie, był od swojego właściciela znacznie bardziej zadbany. Pan zdejmował z własnego talerza, byle koci brzuch był zawsze syty. Postarał się też dla niego o osobistą kuwetę - prawdziwy luksus.

Kot najwidoczniej doceniał to wszystko i z całą pewnością odpłacał się z nawiązką. Jego obecność przywracała rudzielcowi siły i werwę, dostarczała jakiejś niczym nieuzasadnionej radości i nadziei.

Z Gaxem na rękach podreptał do kuchni, nalał wody do miseczki i wygrzebał kawałek mięsa owinięty chusteczką - większą część tego, co posiadał do jedzenia. Odłożył go na dekielek obok, pozwalając kotu posilić się w spokoju, sam natomiast rozpalił pod kuchenką i nalał wody do pękatego czajnika w kwiatki, po czym postawił go na płycie grzewczej. Podczas gdy woda spokojnie się gotowała, a jego mały współlokator napełniał brzuch, nasz bohater wziął szybki prysznic i przebrał się w czyste ubranie – białą (no… nie do końca białą) koszulę oraz oliwkowozieloną kamizelkę, również już nie pierwszej młodości i wytarte spodnie w pionowe prążki.

Odświeżony, zaparzył sobie mocnej kawy i usiadł przy stoliku. Potrzebował paru minut odpoczynku. Kot, zjadłszy swą kolację wskoczył mu na kolana domagając się pieszczot. Theo uśmiechnął się blado upijając łyk najtańszej, ohydnej w smaku kawy dostępnej na targu i spracowaną, kościstą dłonią pogładził jedwabiste futerko.

 

- Dobra, smoluchu… czas brać się do roboty – mruknął, dopijając resztki i wypluwając fusy do kubka. Oczywiście, nie męczył się z jego myciem, po prostu zostawił go na stoliku i z Gaxem na ramieniu przecisnął się między sprzętami do sypialni gdzie oprócz zapadniętego, rozkopanego łóżka znajdowała się również dość spora szafa, pokryta łuszczącą się, zieloną farbą. Theo zaparł się o nią i przesunął kawałek od ściany, odsłaniając znajdujące się za nią drzwi. Genialne prawda? – zaoszczędzasz miejsca, przy okazji jeszcze bardziej ukrywając swoją tajemnice przed światem!

To nawet dobrze, że szafa była z lekkiego, słabej jakości drewna. Dzięki temu nawet on, ze swoją niewielką wagą mógł ją odsunąć, mimo jej rozmiarów. Pewnie nacisnął klamkę, wdrapał się po ciasnych, stromych schodach i znalazł w swoim królestwie. Gax zeskoczył z jego ramion i zaczął buszować między sprzętami. Obaj czuli się tu równie wspaniale. Wolni. Wreszcie na swoim miejscu.

Pachniało tam spróchniałą starością i kurzem, duże okno wychodzące na wschód dające widok na dachy kamienic i kominy fabryk nie dostarczało o tej porze już dość światła, więc wygrzebał zapałki i rozpalił lampę naftową stojącą na dużym stole.

 Światło ukazało jego największy skarb, najwspanialszy życiowy cel. Maszyna. Tak pięknie lśniąca, tak dokładnie złożona. Śrubka po śrubce, blaszka po blaszce - dzieło jego rąk i jego umysłu. Coś zupełnie innego, nie pasującego do świata, w którym żył. Wcale nie potrzebowało węgla i pary, by ożyć. Potrzebowało natomiast... iskry.

 

Od zawsze marzył o sławie wielkiego wynalazcy. O tym aby kiedyś zmienić świat i pozostawić po sobie trwały ślad we rwącej rzece postępu. Wiadomo jednak, że sława to nie wszystko. Marzył więc jeszcze o tym, aby nie musieć już wrzucać łopatą węgla do kotła, móc spać do południa i karmić kota porządnym jedzeniem, takim, które jedli ci wszyscy możni panowie z wyższych sfer.

Chciał stworzyć nowe źródło energii. Coś znacznie wydajniejszego od pary, przy czym nie będzie musiał pracować żaden palacz. Oczywiście, na patentach takiego cacka spodziewał się dorobić prawdziwej fortuny…

 

Tymczasem to cacko, ten najcenniejszy skarb stał na zapomnianym, starym strychu, nieożywiony. Już niewiele już brakowało.

Gax otarł się o jego nogi, jakby zachęcając go do dalszego działania. Dziś wystarczyło nanieść tylko kilka poprawek w konstrukcji i dzieło będzie skończone. Theo całym sobą czuł, że mu się uda. Że niebawem miesiące zbierania części, te wszystkie bezsenne noce spędzone na strychu, to grzebanie po wysypiskach i wybłagiwanie znajomych o niepotrzebne części przyniosą zamierzone efekty. Ze schowka w postaci wielkiego kufra wydobył wysłużony śrubokręt, ukląkł przy maszynie, poprawił okrągłe okulary i przystąpił do pracy.

Kto wie? Może nawet jutro będzie mógł wziąć ze sobą swój wielki skarb i sprawić, by pracował za niego? Na pewno wzbudzi wielkie zainteresowanie, a to pierwszy krok aby jego wynalazek przyniósł mu wymarzone korzyści.

Obchodził się z nią delikatnie, niczym z dzieckiem. Starannie dokręcał śrubkę po śrubce, aby wszystko działało jak należy. Powoli nadchodził moment kulminacyjny, czyli zamontowanie bardzo ważnej części – korby. A korbę tę Theo posiadał przepiękną – mosiężna, połyskująca wspaniale w świetle lampy, leżała na stoliku, czekając na swoją kolej.
                                                                                        

Kot, najwyraźniej wyczuwszy jego podniecenie wskoczył na stół i miauknął cicho, jakby komentując dzieło swojego pana. Theo żałował, że nie potrafi go zrozumieć - uwaga, wnioskując po wyrazie pyszczka zwierzęcia była naprawdę cenna.
- Och tak, smoluchu, masz absolutną rację - mruknął do zwierzęcia, pragnąc przed nim choć zachować pozory i ostrożnie, z presją chirurga ponownie przystąpił do działania.

Po około pół godziny, która wydawała mu się wiecznością, machina była gotowa do zamontowania korby. Theo z wielkim namaszczeniem umieścił ją w gnieździe i przykręcił solidnie.

Dzieło było skończone. Nareszcie…

Oddalił się o parę kroków. Przechylił głowę i przyjrzał mu się krytycznym okiem artysty. Gax stał tuż przy jego nogach i mruczał z zadowoleniem.

Teraz wystarczyło tylko… zakręcić korbą.

Położył na niej dłoń, odetchnął nerwowo i zaczął kręcić, najpierw powoli, niepewnie, aż w końcu coraz szybciej i szybciej. Z maszyny wydobył się cichy brzęk, jaki wydawała prądnica znajdująca się w jej sercu. Theo kręcił korbą z coraz większym zapałem, a kot obserwował wszystko uważnie, patrząc to na swojego pana, to na coraz bardziej drgające druciki.

Działało! Udało mu się odtworzyć moc pioruna! Zaśmiał się głośno, uszczęśliwiony swym powodzeniem. To cudowne brzęczenie było dla niego niczym fanfary. Albo nawet cały podniosły hymn, spisany ku jego czci. Był z siebie naprawdę dumny!

- Widzisz, kocie!? – wykrzyknął uradowany do Gaxa, nie przestając energicznie kręcić korbą – Widzisz? Już jesteśmy bogaci! I nigdy więcej nie będziemy głodni, nigdy!

Na te słowa, jakby pokazując, że rozumie, Gax miauknął przeciągle.

Brzęk maszyny rozchodził się po pomieszczeniu, obijał się o obudowane drewnem ściany. Był dźwiękiem zwycięstwa, dźwiękiem zwiastującym nowe, wspaniałe życie.

Tak, to była noc triumfu.

Kocisko popatrzyło jeszcze chwilę, po czym straciwszy zainteresowanie zeskoczyło ze stołu i wróciło do polowania na szczury.

Theo z obawy o przegrzanie prototypu przestał obracać korbą i teraz siedział tylko na podłodze i wpatrywał się w swój skarb z zachwytem, nie przestając się uśmiechać.
Senność w jednej chwili przestała mieć znaczenie... pragnął jakoś uczcić swoje zwycięstwo, nie miał jednak niczego do jedzenia, o alkoholu nie wspominając… Trwał więc tylko w milczeniu, napawając się triumfem.

Osiągnął swój cel. Spełnił marzenie, mimo, iż czasem już tracił nadzieję, że mu się uda. Jednak chęć udowodnienia sobie, że potrafi zmienić swoje życie była silniejsza niż obawy i przeszkody.

 Zostało mu jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia pracy w fabryce. Postanowił przespać się choć trochę. Jutro miał nastać jego wielki dzień…

    Następnego dnia, od razu po powrocie z pracy, Theodor ubrał się w swój najlepszy strój, zniósł maszynę na dół, załadował ją na wózek, przykrył plandeką i zawiózł do Ministerstwa Wynalazków, aby zaprezentować swoje dzieło.  Ludzie po drodze patrzyli na niego jak na wariata i wytykali palcami, ale wcale się tym nie przejmował.

W Ministerstwie wytłumaczył przed zgromadzonymi uczonymi i profesorami, na czym polega działanie prądu elektrycznego i przedstawił im funkcjonowanie prądnicy. Wszyscy byli w szoku. Ogromnym szoku. I na tym między innymi zależało Theodorowi.

Wywołał rewolucję techniczną. On, zwykły, nieznany nikomu palacz, który po prostu gonił za marzeniem. Swoim wynalazkiem zmienił świat. I zmienił również swoje życie. Wzbogacił się w błyskawicznym tempie, korporacje słono płaciły mu za korzystanie z jego wynalazku. Wkrótce był już tak bogaty, że nawet nie musiał pracować. Wyremontował i trochę powiększył swoje stare mieszkanie, nie chciał bowiem mieszkać nigdzie indziej. Tu spełnił swe marzenie i tu też chciał cieszyć z jego spełnienia. Oczywiście, razem z Gaxem, który teraz żył jak książęcy pupil. Theo dawał mu wszystko, czego kocia dusza zapragnie, a nawet więcej! A ponieważ uszczęśliwianie innych jest marzeniem ludzi szczęśliwych, nie szczędził on również pieniędzy na pomoc ubogim i potrzebującym z całego miasta.

Wynalazca żył więc w szczęściu i dostatku. Ponieważ marzył. I nigdy się nie poddawał.

 

  • Listening to: Piwnica pod Baranami
  • Reading: Pan Lodowego Ogrodu
  • Eating: malinowe gile (zimny kisiel)
  • Drinking: kawka..

Donate

elicenia has started a donation pool!
0 / 2,500
:thanks:

You must be logged in to donate.
No one has donated yet. Be the first!

deviantID

elicenia's Profile Picture
elicenia
Asia
Artist | Student | Varied
Poland
If you have any questions for me, write! :D

***
Natężenie świadomości
w zmianie swej osobowości
od młodości do starości
coraz łatwiej coraz prościej
naprężenie chceń wzmożonych
i nieumień poronionych
rozrywanie własnej jaźni
realizmem wyobraźni
z kogoś całkiem przeinnego
w kogoś całkiem przeinnego
z wychowania w zachowanie
z wyuczenia w wydumanie

I love Okapis by WishmasterAlchemistAlucardFan Stamp by Onimusha8666Men with Glasses Stamp by FlyKiwiFlyHellsing Stamp 4 by SecretKarmaSerenadeSteampunk Stamp by StampMakerLKJSarcasm Stamp by PFV0-StampYaoi Stamp by Bextron5000Ravens Stamp by sequelleThinking Stamp by DaMoni++ Dissociative Identity by dimruthienUnpopular things by black-cat16-stampsI Hate Math by l8I love cats by black-cat16-stampsI'm Polish -...- by Elise-LucyHistory by black-cat16-stampsBrain - use it by black-cat16-stampsCrazy Stamp by Not-ThinkI Support Frollo by codeyumiI love Snails by WishmasterAlchemistMine Turtle Stamp by angelthehedgehog7i eat small ugly childs by SaintImberBuddy Jesus Stamp by ShipwreckedStampsBabies2 by black-cat16-stampsPolska Walczaca by RivenPineI love my brick by Japanfanzz


:icondonotuseplz::iconmyartplz:
Interests

AdCast - Ads from the Community

×

Groups

Comments


Add a Comment:
 
Hidden by Owner
Hidden by Owner
Hidden by Owner
Hidden by Owner
Hidden by Owner
(1 Reply)
:icondiamoneyes:
Thankz for watching :eye::eye: I feel honored to have discovered you gallery!!! :iconheadbang-plz:
Reply
:iconelicenia:
elicenia Jan 29, 2014  Student General Artist
It's my pleasure! I'm glad that you like my gallery! :iconhappyalucardplz:
Reply
:icondiamoneyes:
LUVZ IT!! I'm gonna be exploring your gallery in much greater detail very soon!! :iconyesyesyesplz:
Reply
:iconelicenia:
elicenia Jan 29, 2014  Student General Artist
Awwwww!!! :la:
Reply
:iconwren365:
wren365 Jan 2, 2014  Hobbyist General Artist
thanks for the fav owo
Reply
Add a Comment: