Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

More from deviantART



Details

Submitted on
May 12, 2013
Link
Thumb

Stats

Views
778
Favourites
0
Comments
14
×
Doobra... nie mam absolutnie nic do roboty, to wzięłam i posklejałam wszystkie fragmenty w jedną, piękną całość! Jednocześnie chce Wam wszystkim baaaaardzo podziękować że zgodziliście się na to przedsięwzięcie! :iconlahugplz: Efekt? Widzicie sami! Wyszło EPICKO! :D Jesteście niesamowici! Jesteście kochani! Jesteście...awwww!!! :icondawwwwplz:


               
 Farba, Dark, Judyta i Doktor Viking mają zaszczyt przedstawić…
                                           

                               BIAŁY WIELORYB
 
                            (dum-dum-duuuuuum..)

Na morzu wszyscy uzależnieni jesteśmy od kaprysów pogody. Wiatr wieje, kiedy przyjdzie mu na to ochota; czarne, burzowe chmury nadpływają bez uprzedzenia… W czasie sztormu potężne żywioły działają w porozumieniu - wicher burzy fale, zmieniając je w ogromne potwory, zdolne pochłonąć całe floty, a błyskawice przeszywają powietrze oraz wodę, gęstą i wściekłą… Żaden, nawet najlepszy, najszybszy okręt nie jest w stanie umknąć przed beznamiętną mocą natury! Bowiem morze nie jest okrutne, tylko obojętne...  O, marny człowieku! Objąłeś władzą wszystkie lądy tego świata, ale w obliczu potęgi morza jesteś tylko maleńką kreseczką!
Jednakże, dla ,,Pequoda'' i jego załogi los był nader litościwy. Statek kołysał się na falach już od ponad dwóch miesięcy, nie natrafiając na ani jedną nawałnicę.  Wiatr szumiał radośnie pomiędzy szeroko rozstawionymi, białymi żaglami i takielunkiem. Na tym samym wietrze swoje smukłe skrzydła opierały mewy, a co jakiś czas, jak strzała pikowały w dół w poszukiwaniu smacznych kąsków. Cała załoga oddała się leniuchowaniu, leżąc na workach, zwisając na linach… cała, oprócz kapitana. Ponury Ahab krążył po swym pomoście i co jakiś czas zerkał na okrętowy kompas, sprawdzając kurs.  
- Gdzie jesteś przeklęty Moby Dicku? Gdzież pławisz teraz swoje cielsko? W którą to stronę prujesz białym czołem? – tak właśnie rozmyślał, a stukot jego kościanej nogi o deski pokładu słychać było aż na dziobie, gdzie na skrzynkach, przy stoliku, na którym piętrzyły się stosy papieru siedziały Dark i Farba. Można domyślić się, co takiego robiły – rysowały. Co rysowały? Zbereźne rzeczy – wiadomo! Cała załoga (włącznie z kapitanem) wiedziała jak bardzo potrafią być zboczone. Jednak wszyscy już dawno zdążyli się do tego przyzwyczaić i zazwyczaj ignorowali niedorzeczne teksty pierwszej oficer oraz docinki pierwszej harpunnik.
- Ohohoho… - mruknęła Farba zerkając na mostek spod ronda kapelusza -  Nasz kapitan podenerwowany…
- Pewnie czuje zapach Moby'ego w powietrzu – zachichotała Dark, dorysowując kilka detali na swoim rysunku.  
- Prawdopodobnie… - Farba wstała i pomaszerowała w stronę Ahaba. Po drodze, jak zwykle, o mały włos nie wywróciła się na schodkach. Całe szczęście, podróż po chybotliwym pokładzie ostatecznie skończył się sukcesem nieustraszonej pierwszej oficer. Chodzenie po wciąż bujającym się na boki, w przód i w tył podłożu wcale nie należy do łatwych, szczególnie, jeśli przez zasłonę czarnych włosów praktycznie nic się nie widzi… Proszę więc, doceńmy ten heroizm. Z wprawą poprawiając cylinder na głowie oczekiwała słów swego ukochanego kapitana. Ten przez chwilę krążył jeszcze po deskach, które głośnym skrzypieniem wyrażały swój sprzeciw, nim zatrzymał się przed żeglarką i zwrócił posępnie w jej stronę:
- Coś wisi w powietrzu…
- Myśli pan, że… - zaczęła Farba tak ostrożnie, jak tylko potrafiła.
Kapitan przerwał jej gestem. Wyglądało na to, że jest naprawdę w parszywym humorze. Bosmanka przełknęła ślinę, jej chyba również zaczął udzielać się nastrój Ahaba. Zrezygnowana, miała już odwrócić się na pięcie i odejść, gdy niespodziewanie, ściągnięta twarz mężczyzny rozluźniła się. Może nawet kąciki jego ust uniosły się minimalnie do góry? Nie, to raczej mało prawdopodobne, prędzej to wina głęboko wciśniętego cylindra i włosów na oczach.
Dowódca załogi odwrócił się od Farby i wstąpił na mostek. Teraz przed oczyma miał całą kompanię, którą najpierw zmierzył tajemniczym wzrokiem, a potem zakrzyknął doń, tak, jak to tylko ludzie morza krzyczeć potrafią, by pokonać hałas nawałnicy i łomot nieokiełznanych fal:
- Bądźcie gotowi, kamraci! Czuję, że dziś nadszedł wyczekiwany przez nas wszystkich dzień!
Zewsząd rozległy się uradowane głosy. To, że kapitan niczym myśliwski ogar potrafi dosłownie wywąchać białego wieloryba było faktem powszechnie znanym i podziwianym. Bitna załoga w istocie zaczynała już odczuwać znużenie monotonnym rejsem. Może to się wydać dziwne, lecz wszyscy z własnej woli porzucili przyjemny odpoczynek i żwawo poczęli czynić wszelkie niezbędne przygotowania do walki z Moby Dickiem.
Kapitan odmaszerował z powrotem do nieco zdezorientowanej pierwszej oficerki. Kiedy ta wreszcie zorientowała się, że Ahab stoi przed nią nabijając fajkę i zerkając na nią kątem oka, zreflektowała się i stanęła na baczność. Mężczyzna z zadowoleniem pokiwał głową po czym nakazał lakonicznie:
- Dopilnuj preparacji.
Farba posłusznie popędziła w dół, z zadziwiającą zręcznością pokonując niestabilne schody. Ba, nawet nie wywinęła przy tym orła! Wiedziała, co trzeba robić. Tak długo czekała na tę chwilę… już niedługo niepewne losy ich przygody staną się jasne. Wykrzykując do członków załogi odpowiedzenie komendy czuła, jak poziom pobudzającej adrenaliny podnosi się.
Dark uśmiechnęła się szeroko, sprawdzając, czy jej harpun jest należycie ostry. Czyniła to zupełnie zbytecznie, ponieważ z braku innych zajęć robiła to dosłownie co chwilkę, lecz, jak to mówią – przezorny zawsze ubezpieczony. Kiedy już zyskała bezcenną pewność, przybliżyła się do bosmanki, zachichotała i mruknęła do niej z wielkim zadowoleniem, wyobraźnią przywołując obraz upragnionej walki:
- Zapowiada się interesujący dzień!
- Masz rację, kamratko – zdołała rzucić przyjaciółka między kolejnymi okrzykami skierowanymi tym razem do opieszałych majtków.
Kapitan natomiast w tym samym czasie rozkazał Judycie odbić nieco na wschód. Sterniczka fachowo zakręciła sterem, posłusznie spędzając żądanie. Statek z równą uległością odpowiedział na jej ruch, zakręcając łagodnie dziobem. Z zadowoleniem poklepała wyrobione drewno i pochwaliła statek, jakby był jej domowym zwierzątkiem:
- Dobry Pequodzik!
Ahab mrużąc oczy uważnie obserwował szarozieloną morską toń, wypatrując znienawidzonego białego kształtu. Parsknął cicho, gdy w jego uszach zabrzmiała znajoma, żeglarska pieśń Seleana. Bard naprawdę miał niezwykle ciekawe wyczucie chwili. Jego popisy na lutni i wyćwiczony głos niewątpliwie jednak zwiększały morale, więc mężczyzna nie zamierzał uciszać drowa. Niech sobie gra, dopóki, dopóty nie zacznie się piekło.
Wiking gładził swą splecioną brodę, kiedy z bocianiego gniazda przeczesywał zza okularów linię horyzontu. On też cieszył się, że wreszcie zaczyna dziać się coś ciekawego. Do nowiny starał się jednak podchodzić możliwie sceptycznie… cóż, aż do momentu, gdy dostrzegł toporny, biały zarys pośród wodnej toni.
- Jest tam, widzę go! – wrzasnął do załogi uderzając wielkimi pięściami w krawędź swego posterunku. Chyba ciut za mocno, bo drewno nadpękło w paru miejscach.
-Aaaaa!!!- wrzasnął Wiking spadając. Niefortunnie wylądował na przechodzącym ze swoją lutnią w nastroju poetyckiego uniesienia Selaena.
-Co ty robisz!- krzyknął Selaen przewracając się na pokład. –Prawie zniszczyłeś moją lutnię!!!
Natychmiast zaczęli się kłócić. Szybko przerodziło się to w bójkę.
-Przestańcie! - zawołała Farba-Nie sądzicie, że takie zachowanie nie przystoi załodze Pequoda?!
W tym momencie oboje uspokoili się. Wiking miał posiniaczoną twarz, a bard podbite oko. Tymczasem kapitan stał przy burcie z lunetą. Podniósł ją do oka i zaczął wpatrywać się w odległy biały kształt. Potem obrócił się do swojej załogi z wyrazem oczekiwania na twarzy. Wszyscy spojrzeli na kapitana Ahaba.
-Wiecie, że taka okazja może się już nie zdarzyć-rzekł.- Trzeba być teraz ostrożnym, żeby nam nie uciekł. Ale musimy przecież zaatakować! Dark! Przygotuj harpuny! Wikingu, idź i przygotuj szalupę. Selaen, weź ze swojej kajuty jakieś toporki, cokolwiek ostrego! Judyta, płyń cały czas za wielorybem.
Wszyscy odeszli, by wykonać swe zadania. Została tylko Farba.
- A co ja mam zrobić, Kapitanie?- zapytała.
- Ty, moja wierna oficerko, masz czuwać nad załogą- powiedział Ahab. Farba zapatrzyła się w jego twarz, tak pociągającą, mimo tej blizny przy oku.
-Tak Kapitanie! - powiedziała pewnie.
Z czasem zaczęło się coraz bardziej chmurzyć. Morze zaczynało być niespokojne. Załoga krzątała się po pokładzie znosząc harpuny i inne przydatne przedmioty. Sterniczka Judyta stała jak zawsze przy kole sterowym. Patrzyła przez swoje okulary na rysującą się wśród ciemnych fal sylwetkę. To na pewno był Moby Dick- teraz już prawie go mają. Delikatnie skręciła na zachód, tak jak i wieloryb. Wtedy usłyszała jakiś daleki okrzyk. Zdawało się, że ktoś ją woła. Ale głos był zbyt daleki, więc to nie mógł być Kapitan ani ktoś inny z Pequoda. Chwilę później znowu to usłyszała. Odkręciła się trochę do tyłu i zobaczyła, że Selaen i Farbka stoją przy burcie, wychylając za nią głowy i patrząc w tył. Potem Judyta dojrzała to, na co patrzyli – w oddali znajdował się jakiś statek. Wyglądał jakby tonął. Wtedy usłyszała bliższy głos, należący do oficerki:
- Nie, nie masz racji. To statek z Londynu. Poznaję tę banderę. Kiedyś tam pływałam.
Judyta jak porażona piorunem rzuciła ster. Pobiegła w kierunku kamratów. Oparła się szybko o burtę i spojrzała w stronę statku. To z niego dobiegał ten głos.
Kapitan widząc, że sterniczka odbiegła od koła rzucił się i złapał je. I tak już zboczyli nieco z kursu, Moby Dick się oddalał. Kapitan Ahab gwałtownie skręcił za nim. Judyta gwałtownie odepchnęła się od burty i poleciała jak na skrzydłach do kapitana.
- Kapitanie, tam są ludzie!!! Tamten statek tonie!!! Musimy ich ratować!!!- błagała.
- Spokojnie!- krzyknęła Farba. -Patrz, już widzę, że ich ratują. Tak, wchodzą do łodzi. Wygląda na to, że sytuacja jest już opanowana. W wodzie zostało tylko kilka osób.
Kiedy Farba to mówiła, kapitan już miał przekazać Judycie ster, ale ona złapała go na ułamek sekundy, puściła i wróciła do burty. Wściekły kapitan złapał za koło sterowe i skierował statek w kierunku południowego wschodu. Moby Dick był teraz ledwo widoczny.
Judyta niebezpiecznie wychylała się poza burtę, Selaen ją przytrzymywał. Znowu ten głos. To był rozbitek, który został w wodzie. Wyglądał bardzo znajomo i Judyta już wiedziała, kto to jest…
- KAPITANIE!!!- wrzasnęła- JA MUSZĘ URATOWAĆ TEGO CZŁOWIEKA.
- Nie!!!- odpowiedział kapitan Ahab.- Poradzi sobie, oni wszyscy już są w łodziach, na pewno mu pomogą. Musimy gonić Moby Dicka! Judyta, wracaj tu sterować, to rozkaz!!!
-KAPITAN NIC NIE ROZUMIE! - krzyknęła sterniczka. Wyślizgnęła się Selaenowi i nim ktokolwiek zareagował, wskoczyła do wody. Niestety lecąc w dół jej ubranie zahaczyło o wystający skądś gwóźdź.
-Wrrrrrrr... - usilnie próbowała się uwolnić, ale jej starania nie przynosiły pożądanego efektu.
-No dobra, ktoś mógłby mnie teraz z powrotem wciągnąć na pokład - wycedziła przez zęby wisząc z założonymi rękami. Na pomoc sterniczce ruszyła Dark.
-A będziesz już grzeczna? Czy mam ci rączki przybić do steru? - rzuciła zadziornie wampirzyca podając dłoń Judycie.
- Ale... ale przecież to... Sebastian, mój najdroższy!
- Ahoj! Jak się masz ukochana!? Dostałaś mój ostatni list!? - zawołał tonący
- Tak, kochany! U mnie wszystko w porządku, właśnie płynę na przygodę mojego życia! A jak tam u ciebie!? Ciepła woda!?
-Bul, bul, bul.... - odpowiedział Sebastian.
-Aaaaa!!! - wrzasnęła Judyta znów desperacko wyrywając się w stronę burty.
-Krew... - szeptała jakby do siebie Dark, której w ostatniej chwili udało się zamknąć kamratkę w żelaznym uścisku.
-Krew... - majaczyła, a przed oczami miała tylko czerwień tryskającą z okaleczonych gwoździami dłoni. Nagle cały świat utonął w szkarłacie. Źrenice pomniejszyły się, a jedynym dźwiękiem jaki docierał do wampirzych uszu było przyśpieszone bicie serca. Zapach krwi przyprawiał o lekki zawrót głowy, zapach krwi która pulsowała tuż pod skórą białej szyi Judyty.
-Dosyć! - krzyknęła stanowczo Farba. W rękach trzymała dorwane gdzieś dwie deski, które złożyła w znak krzyża. Dark odskoczyła jak poparzona. Wyszczerzyła kły i syknęła złowieszczo, po czym skryła się w jakimś kącie, gdzie skulona zatopiła zęby we własnym palcu. Chwilę wykorzystała Judyta rzucając się znów do morza. Na jej nadgarstku zacisnęły się palce pierwszej oficer. Ponownie wciągnięta na pokład sterniczka padła na kolana i ... rozryczała się jak dziecko.
-No nie... w tym stanie jest zupełnie nieprzydatna - pomyślała zrezygnowana Farba.
-A ja co miałem zrobić? Bo zapomniałem... - na pokładzie pojawił się Wiking, przez kamratów zwany Doktorem. Przyglądał się całej sytuacji z tępą miną, co było zapewne skutkiem upadku na głowę z dużej wysokości.
-Chodź, chodź, przydasz się – uśmiechnęła się pod nosem dziewczyna w cylindrze.
-Potrzymaj to - zwróciła się do szlochającej Judyty wręczając jej koniec baaaaaardzo długiej liny.
-A ty potrzymaj to - wepchnęła Judytę w ramiona Doktora.
- A teraz rzuć tym jak najdalej tylko zdołasz
- Tak jest pani oficer! - Wiking wykonał polecenie natychmiast.
-BUAHAHAHAHA! - na pokładzie rozległ się szaleńczy śmiech
-Co cię tak rozbawiło? - zaciekawiła się wyrwana z transu Dark
-Nie wiem – odpowiedziała Farba drapiąc się po kapeluszu.
- O @#$%^&, jak fajnie!- zdążyła pomyśleć tylko szybująca Judyta. Po chwili była już w wodzie i przewiązana liną płynęła na ratunek swojemu wybrankowi.
- Ha! Kryzys jakby zażegnany – pomyślała z satysfakcją Farba widząc jak Doktor zwija linę by wyłowić zakochaną parę – teraz czas zająć się właściwym problemem – spojrzała na kapitana mocującego się ze sterem „Pequoda" by przenieść wzrok na niewyraźny biały kształt, który znów zdawał się być coraz bliżej… Coraz bliżej swego nieuniknionego końca! Biała bestia musi zapłacić za to, co uczyniła… Farba czuła do Moby Dicka niemal taką samą nienawiść jaką darzył go Ahab… to było trochę psychiczne… no cóż – wszak sama Farba była psychiczna!
Szalupy tym czasem zostały spuszczone do połowy rufy. Do jednej z nich wsiadł Selaen, Wiking i Judyta z kilkoma wioślarzami oraz z zapasem lin i harpunów, do drugiej zaś wskoczyły Dark i Farba, również z grupką pomocników i sprzętem. Kapitan dopiero teraz zwrócił uwagę na biednego Sebastiana – przemoczonego i przemarzniętego, który nie wiedział co ma począć ze swoją dziwną osobą na zupełnie obcym pokładzie.
- Skoro już tutaj jesteś – rzekł do niego Ahab z trudem wsiadając do szalupy Farby i Dark – Skoro już tutaj jesteś, to wykorzystam tę okazję. Rozkazuję ci pilnować okrętu w zamian za udzielony ratunek. Gdyby… z oczywistych przyczyn, nie udało nam się przeżyć, masz zawrócić ,,Pequoda'' na wschód do portu Nantucked i przekazać go kapitanowi Pelegowi. Rozumiesz?
Kapelusznik żarliwie pokiwał kudłatą czupryną na znak, ze rozumie. Kapitan tymczasem stanął na dziobie szalupy i rozkazał opuścić ją na wodę. Biały grzbiet powoli, acz nieubłaganie zbliżał się ku zawietrznej niczym morski duch. Łodzie na rozkaz odbiły od statku i ruszyły na spotkanie przeznaczenia…  W tym samym momencie Moby Dick zniknął pod wodą. Zanurkował na chwilę aby znów się nagle wynurzyć wzburzając fale. Olbrzymi, omotany wleczonymi linami, harpunami i lancami kształt wytrysnął ukosem z morza, zawisł na chwilę w powietrzu, po czym zwalił się w toń. Wszystkim członkom załogi serca podskoczyły do gardeł… tak, tak – nawet Doktorowi!
- Wiosłować co sił! – zakrzyknął Ahab i łodzie rzuciły się do ataku tnąc kilami fale, tak jak nożyce tną napięte płótno. Moby Dick, doprowadzony do szału, również,  łbem naprzód runął między szalupy, grzmocąc ogromnym ogonem tak silnie, że niemal przewrócił łódź Doktora, Judyty i Selaena, wgniatając z jednej strony jej nadburcie.
- Wiosłować, wiosłować siopaki! – krzyknęła podekscytowana Dark do wioślarzy – Żwawiej! No co!? Nie mówcie mi tylko, że lękacie się takiej nędznej, białej kaszanki! To tylko wór olbrotu! Bardzo cennego olbrotu chłopcy! Nu!
- Będzie befsztyk z wieloryba! Taaak! – wrzasnął Selaen, przywiązując linę do nasady harpuna – Och, jakże dawno nie kosztowałem tego specjału! Chyba ułożę kiedyś balladę o befsztyku wielorybim!
- D-doktorku – jęknęła Judyta – Tu jest dziura!
Istotnie, wgniecenie w nadburciu pękło i na pokład szalupy powoli zaczęła wdzierać się woda.  
-  Aarrhh… na Odyna! – warknął Wiking - Co za tandetne łodzie produkują w dzisiejszych czasach! Kij z tym! Dopłyniemy!
Biały wieloryb znajdował się teraz za rufami szalup i zawrócił aby zadać kolejny cios. Ahab, doprowadzony teraz do stanu absolutnej psychozy, niemal konwulsyjnym ruchem porwał harpun z dna łodzi i ryknął z taką wściekłością, iż słychać go było nawet na statku:
- Tak!!! Dmuchnij obłokiem wody już po raz ostatni Moby Dicku!!! Powtórnie spotykamy się twarzą w twarz! Ale tym razem to ty zapłacisz krwią!!! Ku tobie płynę wszystko niszczący biały wielorybie! Ku tobie plwam największą nienawiścią!!!
Farba i Dark wymieniły miedzy sobą zażenowane spojrzenia. Co jak co, ale na poetyzowanie i wygłaszanie dramatycznych monologów nie było czasu! Obie żeglarki wiedziały doskonale, co mają robić – Pierwsza oficer okręciła koniec liny wokół pachołka, drugi jej koniec związała z lancą, którą podała doświadczonej pierwszej harpunnik. Dark dziarsko ujęła drzewiec i wcisnęła się pomiędzy Ahaba a burtę.
- Panie kapitanie, jeśli można… - stęknęła, robiąc zamach.
- NIE!!! Nie można!!! – zagrzmiał opętany dowódca, odepchnął lekko Dark od dziobu i wzniósł harpun do ataku. Moby Dick był akurat 'na celowniku'. Ostrze ze świstem przeleciało ponad wzburzoną wodą i wbiło się głęboko w ciało wieloryba. To jeszcze bardziej rozwścieczyło bestię. Białe cielsko ruszyło naprzód i szarpnęło napiętą liną. Szalupa gwałtownie pociągnięta została za wielorybim ogonem. Załoga drugiej łodzi również zaczepiła swe lance o ciało wieloryba i teraz oba małe czółenka płynęły z niesamowitą prędkością, ciągnąc się za nim, niczym bażancie pióra. Moby Dick nie wyglądał na ani trochę wyczerpanego pościgiem, za to załoga – bardzo! Od manipulowania łodzią i liną drętwiały palce. Wszyscy byli kompletnie przemoczeni od ciągle przelewającej się przez pokład wody, co więcej łódź Wikinga, Selaena i Judyty niebezpiecznie zwiększała swe zanurzenie. Judyta powoli zaczęła żałować, że wsiadła do szalupy i oddaliła się od ukochanego. ,,A jeśli go już nigdy nie zobaczę? Jeżeli ta bestia roztrzaska szalupy, lub, co gorsza, statek? Oh… mój biedny, biedny Sebastianku! Żegnaj! Spotkamy się w Krainie Czarów!'' – myślała, oblewana przez zimną, słoną wodę.  Selaen aby dodać otuchy sobie i załodze, począł śpiewać bojową pieśń wielorybników:

Wesoło chłopcy!
Celnie, pewnie, śmiało!
Rzucajcie harpun ostry
W wieloryba ciało!

Doktor, krzepko wparłszy kolano w wycięcie na desce u dzioba, począł miotać grot za grotem w mknącego kaszalota. Czerwone strumienie poczęły teraz spływać po bokach potwora jak potoki z gór. Przez cały ten czas wydmuch za wydmuchem białej pary wystrzelał z nozdrzy wieloryba, coraz bardziej gorączkowo. Lecz gdy już wydawało się, iż Moby Dick jest trzymany w szachu, ten nagle zrobił niespodziewany zwrot w prawo i runął tępym czołem ku szalupie Ahaba, zanurkował i wynurzył się w taki sposób, że łódź znalazła się pomiędzy jego długimi szczękami i została przez nie podniesiona do góry, ponad wodę.
- Ooo nie! – ryknął kapitan – Masz jeszcze czelność, bestio, trzaskać mą łódź po tym jak strzaskałeś mą duszę!? Masz! Masz to żelazo! – po tych słowach Ahab zamachnął się i z całej swej siły wraził harpun w podniebienie kaszalota, aż po samo drewno. Na jego ramiona i koszulę trysnął strumień gorącej krwi a z jego gardła wydobył się opętańczy śmiech.  Dark i Farba, ledwo trzymając się w rufie, z przerażeniem patrzyły jak ogromne szczęki przegryzają szalupę na pół. Odłamana rufa, wraz z obiema żeglarkami z pluskiem wpadła do wody. Niestety, kapitan nadal znajdował się pomiędzy ostrymi rzędami zębów ale zdawał się na to nie zważać, nadal wrzeszczał i śmiał się jak obłąkany, cały w wielorybiej posoce. Moby Dick – wielki, legendarny potwór przegrywał! Jego ruchy stały się wolniejsze. Wtem, zupełnie niespodziewanie, szarpnął konwulsyjnie łbem i zanurzył się w toń, wraz z połową łodzi i kapitanem między szczękami.
Nastała cisza. Wszyscy byli zbyt zszokowani aby wypowiedzieć choć słowo. W końcu, pierwsza krzyknęła Farba:
- Kapitaaaanieeeee!!!!! – wrzasnęła rozpaczliwie i zaczęła płynąć w stronę miejsca, w którym zniknął Moby Dick. Na szczęście nikt nie próbował jej zatrzymywać, bo to mogłoby się dla niego skończyć bardzo źle.
- Kapiitaanie! Mój kapitanieeee!!! – jęknęła znowu i zanurkowała, po jakimś czasie się wynurzyła i znów zanurkowała. Zgubiła przy tym pod woda swój cylinder.
- Farbo, to nic nie da! – powiedziała bezbarwnie Dark – On się utopił! Tak samo jak w książce! To było jego przeznaczeniem!
- Nie! Wcale nie! On żyje! To nasza opowieść! – warknęła Farba i znów zanurkowała. W tym samym momencie, załoga usłyszała donośny plusk i ujrzała łeb Moby Dicka, który ostatkiem sił wypłynął na powierzchnię, dmuchnął fontanną szkarłatnej krwi, przewalił się na bok i znieruchomiał. Bestia została pokonana… już nigdy nikomu nie zagrozi! Lecz.. co z kapitanem!? Wszyscy znów zaczęli się rozglądać wokół, lecz dojrzeli jedynie Pequoda zmierzającego w ich stronę. Kiedy statek dopłynął dostatecznie blisko, z pokładu wyjrzał Sebastian i rzucił im drabinkę. Załoga powoli, zrezygnowana zaczęła wchodzić po kolei na pokład, zostawiając białe cielsko w wodzie. Farba jeszcze raz spojrzała w toń, po czym ze łzami w miejscu w którym powinny być oczy, wspięła się na statek.
- Niesamowite – rzekł Sebastian, tuląc do siebie Judytę i całując ją – Udało wam się pokonać legendarnego, Moby Dicka! Będą o tym pisać!
- Nie my go pokonaliśmy, lecz nasz kochany kapitan! – jęknęła Dark – Ale zapłacił za to najwyższą cenę! Rozstał się z życiem dopełniając swej przysięgi!
- Kto tu się rozstaje z życiem, kochana Panno Dark?  - usłyszeli z drugiego końca pokładu. Tam, oparty o maszt, przesiąknięty krwią i morską wodą do suchej nitki siedział nie kto inny jak… kapitan!  W ustach miał dymiącą się fajkę.
Wszyscy stanęli jak wryci i zaczęli zamykać i otwierać usta jak ryby wyjęte na brzeg. Farba, w pewnym momencie nie wytrzymała, rzuciła się ku Ahabowi, odgarnęła włosy ze swych oczu i pocałowała go tak mocno, jak tylko potrafiła. Po chwili już wszyscy ze śmiechem pobiegli ku niemu.
- Panie kapitanie! Jak.. jak to możliwe!? Jak to QRDE możliwe! – wydyszały jednocześnie Judyta i Dark.
- Cóż… - zaczął kapitan i pyknął dymek z fajki – Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się naszym filozofom! Ale nie chciałbym tu teraz wygłaszać pseudo-poetyckich i pseudo-filozoficznych mów i powiem krótko, kochani kamraci… jesteście najlepszą załogą, jaką kiedykolwiek dowodziłem! A teraz, gdy już wyleczyłem się ze swojego szaleństwa mogę tylko… dowodzić wami dalej! I rozkazać wytoczyć z ładowni wszystkie beczki rumu, oranżady i ciastek jakie posiadamy!
Wszyscy rzucili się do roboty. Na deskach pokładu ustawiono beczki z najprzedniejszym rumem, najbardziej markową oranżadą i najprzepyszniejszymi ciastkami pod słońcem. Selaen wygrzebał swą lutnie i zaśpiewał tak pięknie jak tylko prawdziwy bard potrafi! Sebastian zaprosił swoja kochaną Judytkę do tańca, Wiking za to porwał w tany Dark. Kapitan zaś ujął dłoń Farby i mimo braku nogi, zaczął wywijać  nią tak zręcznie, że pierwsza oficer się pogubiła.. z resztą, w ogóle nie umiała tańczyć. Żeglarska zabawa trwała do następnego rana. Białe, zakrwawione cielsko potężnego niegdyś Moby Dicka podryfowało zaś w dal, niczym zły sen...                                            
                                 THE END :iconwhaleplz:
  • Listening to: Hunter
  • Reading: Moby Dick
  • Watching: Lincoln
  • Playing: Experience112
  • Eating: Crackers!
  • Drinking: Rum :)
Add a Comment:
 
:iconjudytadragon:
JudytaDragon Featured By Owner Jul 3, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Napiszmy drugą część opowiadania - statek osiadł na mieliźnie i jesteśmy na bezludnej wyspie... może bezludnej, a może nie...
Epicko nam wyszło. :D
Reply
:iconelicenia:
elicenia Featured By Owner Jul 6, 2013  Student General Artist
Ano epicko...n ale co z tego jak straciliśmy członka załogi...
Reply
:iconjudytadragon:
JudytaDragon Featured By Owner Jul 6, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Czemu Dark usunęła konto?
Reply
:iconelicenia:
elicenia Featured By Owner Jul 6, 2013  Student General Artist
Napisała u siebie o tym.
Reply
:iconjudytadragon:
JudytaDragon Featured By Owner Jul 6, 2013  Hobbyist Traditional Artist
Nie widziałam tego. :( Bloga też nie ma.
Reply
:iconelicenia:
elicenia Featured By Owner Jul 6, 2013  Student General Artist
wieeem :(
Reply
:icondrzoliparia:
DrZoliparia Featured By Owner May 12, 2013
Cieszę się że mogłem wziąć w tym udział. Było to dla mnie bardzo ciekawe i rozwijające doświadczenie :D
Reply
:iconelicenia:
elicenia Featured By Owner May 13, 2013  Student General Artist
A ja się Cieszę, że Ty wziąłeś w tym udział! :D
Reply
:icondrzoliparia:
DrZoliparia Featured By Owner May 13, 2013
tylko teraz tak sobie myślę że nie powinniśmy zostawiać zwłok wieloryba żeby odpłynęły sobie w dal, tylko zaciągnąć je do najbliższego portu i jeszcze na tym zarobić :D
Reply
:iconelicenia:
elicenia Featured By Owner May 14, 2013  Student General Artist
Bo taki był zamiar.. heeh.. tylko żeeee.. był zbyt wielki przygnęb po starcie capitana ;P
Reply
Add a Comment: